27 listopada 2019

Rocznica lądowania zwiadowców LWP w Chartowie

W granicach miejscowości Chartów znajduje się upamiętnienie lądowania polskich zwiadowców dnia 27 listopada 1944 roku, którzy prowadzili rozpoznanie w okolicach Kostrzyna nad Odrą. To mało znany epizod wojenny, ale bardzo ciekawy i dość ważny dla nadchodzącego frontu. Prawica i w tym wydarzeniu znalazła elementy do zabrania czci bohaterom, przez co tablicę na pomniku zdekomunizowano.

Źródło zdjęcia tytułowego: Sołectwo Chartów.

Sześciu polskich zwiadowców zostało zrzuconych na terytorium wroga, 500 km od linii frontu. Dowódca grupy był wcześniej dowódcą kompanii polskiej działającej w partyzantce radzieckiej. Czterech innych żołnierzy było Ślązakami, w tym trzech posługujących się językiem niemieckim zupełnie tak jakby byli Niemcami.

Mieli trudny początek. Polana okazała się być zamarzniętym jeziorem, przez co jeden z żołnierzy omal nie utonął. Inny zawisł na drzewie i po jego uwolnieniu nie udało się zdjąć spadochronu, co dla Niemców stanowiło dowód o wylądowaniu desantu. Rano Niemcy to odkryli i po śladach na śniegu rozpoczęli pościg. Wcześniej żołnierze podzieli ekwipunek (materiały wybuchowe, amunicja, akumulatory do radiostacji, żywność) na 4 części i ukryli w różnych miejscach. W czasie ucieczki porzucili ciepłą odzież, zapasy żywności i inne cięższe przedmioty z wyjątkiem broni i radiostacji. Ogniem broni maszynowej udało im się przerwać krąg i uciec, ale warunki służby w dalszym ciągu mieli złe. Samoloty patrolowały lasy. Żołnierze spali w lesie pod spadochronami, przysypując je warstwą śniegu. Nocą temperatura dochodziła do -15 °C. Rzadko rozpalali ogniska, nie myli się i długo nie zmieniali bielizny.

Pomimo tak trudnej sytuacji żołnierze rozpoczęli skuteczne działania. Wylądowali w mundurach Wojska Polskiego, ale mieli także ubrania cywilne ze znakami niemieckich firm krawieckich oraz fałszywe dokumenty. Grupa zdobyła jednak mundury niemieckie i pod taką przykrywką na drogach polowała na żołnierzy niemieckich. Szczególnie od złapanych oficerów uzyskiwano cenne wiadomości, np. wiele dokumentów i map z naniesionymi umocnieniami i pozycjami niemieckich wojsk. Grupa poszła też na sposób podszywania się pod złapany patrol żołnierzy przeciwnika i w ten sposób zdobywała ważne wiadomości o sytuacji wroga. Jednym razem przekazywany meldunek był tak długi, że jego całe ciągłe nadanie doprowadziłoby do namierzenia radiostacji. Po wyczerpaniu baterii grupa powróciła na miejsce zrzutu. Okazało się, że Niemcy znaleźli dwie kryjówki z zapasami, ale pozostałe dwie były nienaruszone.

Grupa często przemieszczała się w ciągu jednego dnia na duże odległości, np. docierając do Gorzowa Wielkopolskiego, rozpoznając kolejne miejscowości, za co dostała pochwałę. Po rozpoczęciu operacji wiślańsko-odrzańskiej działania grupy były jeszcze śmielsze, np. zdobywała wieści podszywając się pod niemieckich dezerterów z Wehrmachtu. Grupa stosowała także dywersję, wysadzając pociągi z transportami wojskowymi i słupy wysokiego napięcia, lecz działania te były ograniczone małą ilością ładunków wybuchowych oraz możliwością niepotrzebnego ujawnienia grupy, której głównym zadaniem był wywiad. Unikano wytropienia dzięki częstej zmianie obszarów postoju, dużej ruchliwości, wykonywaniu zadań na terenie odległym od miejsc wypoczynku.

Kostrzyn nad Odrą to dość ważny punkt na drodze frontu do Berlina. Dalej znajdują się Wzgórza Żelowskie i już przedpole Berlina. Był to miejsce strategiczne, które w razie potrzeby mogło stać się groźnym punktem oporu. Jest to stara twierdza z węzłem 7 linii kolejowych i ujściem Warty do Odry. Strona radziecka miała tylko miałkie wiadomości, bez aktualnej sytuacji. Dzięki polskim żołnierzom dowództwo 1 Frontu Białoruskiego otrzymało wiele istotnych danych na temat umiejscowienia składów amunicji i paliw, lotnisk polowych oraz jednostek wojskowych wchodzących w skład kostrzyńskiego garnizonu. Przekazane wiadomości ułatwiły planowanie i walki w obszarze środkowego Nadodrza.

Grupa zakończyła działalność na początku lutego 1945, po dojściu 1 Frontu Białoruskiego do Odry.

W 1984 roku w miejscu lądowania postawiono głaz i stosowną tablicę upamiętniające wydarzenie. Corocznie władze miejscowe i Sołectwo Chartów organizowało w rocznicę zrzutu małą uroczystość w tym miejscu. W 2017 roku po przemówieniach i złożeniu kwiatów w świetlicy we wsi zapewniano uczestnikom drobny poczęstunek. Współorganizatorem było Muzeum Twierdzy Kostrzyn, które przygotowało małą prezentację wojskową.



W 2018 roku kwiaty złożono bez uroczystości. Wyszło na jaw, że radiotelegrafista grupy zwiadowców, kpr. Franciszek Sawicki po wojnie służył w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Był dowódcą plutonu egzekucyjnego, który wykonał wyrok śmierci na Danucie Helenie Wacławownie Siedzikównie „Ince”, sanitariuszce Żołnierz Wyklętych. Prawicowi historycy natychmiast wylali wiadro pomyj na Sawickiego, całkowicie umniejszając jego bohaterskiej działalności. W lipcu 2019 z pomnika w Chartowie usunięto tablicę upamiętniającą zwiadowców, odtąd pomnik stoi bez tablicy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz