21 sierpnia 2019

W rocznicę śmierci polskich terrorystów-bohaterów

21 sierpnia mija rocznica stracenia Władysława Józefowicza „Huga” Kniewskiego, Władysława „Władka” Hibnera, Henryka Tomaszewicza „Heńka” Rutkowskiego, rozstrzelanych w 1925 roku. W Warszawie znajduje się ich zniszczony pomnik w miejscu pochówku i przy miejscu rozstrzelania. Dziś ich czyny można określić jako terroryzm. Pamięć o tej trójce terrorystów-bohaterów zanika, dlatego z okazji rocznicy śmierci warto przytoczyć ich dzieje wraz z otoczką, które w całości trudno znaleźć w sieci. Z Ich losami wiążą się także inni bohaterowie, jak Izaak Naftali „Filip” Botwin, por. Walery Feliks Walerewicz Bagiński, ppor. Antoni Wieczorkiewicz.

Na zdjęciu Mauzoleum Kniewskiego, Hibnera, Rutkowskiego, stan obecny.

Z historii Kniewskiego, Hibnera, Rutkowskiego wyłania się negatywny obraz Polski okresu międzywojennego. Młoda Polska, kilka lat po odzyskaniu niepodległości, kompromituje się swoimi instytucjami i władzą. Kilka lat starczyło, by zapisać się negatywnie prześladowaniami na tle politycznym. Widać niesprawiedliwość wymiaru sprawiedliwości: kara śmierci za zabójstwo prowokatora-zbrodniarza, kara 2 lat więzienia za zabójstwo dwóch działaczy komunistycznych. Przyjmowane są fałszywe zeznania bez konsekwencji, a śledczy działają nieudolnie. Wszystko to za wiedzą najwyższych władz państwowych, z prezydentem włącznie. Wszystkie wydarzenia, w tym śmierć działaczy Bagińskiego, Wieczorkiewicza, Botwina, Kniewskiego, Hibnera i Rutkowskiego, były nagłośnione w międzynarodowym ruchu robotniczym, wywołały protesty i oburzenie oraz stawiały ówczesną Polskę w negatywnym świetle.

Wybuch w Cytadeli

13 października 1923 o 9:00 w Cytadeli Warszawskiej miał miejsce potężny wybuch. Wysadzona została prochownia, gdzie znajdował się m.in. nowoczesny proch importowany z Włoch do ciężkiej artylerii. Zginęło 28 osób, 89 zostało rannych, rozwaliło się kilka okolicznych budynków, uszkodzeniu uległy budynki w całej Cytadeli i okolicach. Nad Cytadelą pojawił się wielki grzyb dymu, szyby wylatywały na Starym Mieście, wybuch był odczuwalny w całej Warszawie a nawet w okolicach. Organy ścigania, Policja Państwowa i Wojsko Polskie działały nieudolnie i nie potrafiły znaleźć żadnych śladów wskazujących na sprawców. Aresztowania ponad 200 osób odbywały się na ślepo, a sprawstwo przypisywano polskim komunistom albo ukraińskim narodowcom, choć nawet nie było pewne czy to był zamach i były wskazania, że prochownia mogła zostać wysadzona przez nieostrożność robotnika palącego papierosa. Zwłaszcza że już wcześniej wskazywano na nieprawidłowości w przechowywaniu prochu.

Zamordowanie działaczy Bagińskiego i Wieczorkiewicza

Józef Cechnowski był policyjnym agentem i prowokatorem w polskim ruchu komunistycznym. Działał w środowisku warszawskim, po czym zgłosił się na Policję i został wtyczką. Niektóre źródła podają, że był funkcjonariuszem Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, potocznie Defensywy, w stopniu kapitana. Na podstawie jego zeznań winę pomocy w zorganizowaniu zamachu w Cytadeli Warszawskiej przypisano por. Waleremu Feliksowi Walerewiczowi Bagińskiemu, wykładowcy w Centralnej Szkole Zbrojmistrzów mieszczącej się w Cytadeli oraz ppor. Antoniemu Wieczorkiewiczowi, pirotechnikowi z Krakowa. Oboje byli członkami Komunistycznej Robotniczej Partii Polski, ale nawet się nie znali. Nie było żadnych dowodów na ich związek z organizacją zamachu, zwłaszcza że od 2 sierpnia 1923 przebywali w areszcie w ramach represji politycznych przeciwko komunistom oraz jako podejrzewani o związek z zamachami w kwietniu i maju 1923 w Krakowie i na Uniwersytecie Warszawskim – także bez dowodów i prawdopodobnie także na podstawie zeznań Cechnowskiego. Podobno po usłyszeniu wybuchu oboje stanęli na baczność i odśpiewali „Czerwony sztandar”, ale to niepotwierdzone. Mimo to oboje zostali skazani na karę śmierci za pomoc w zorganizowaniu zamachu w Cytadeli Warszawskiej.

Wyrok wywołał kontrowersje w opinii społecznej i powołano sejmową Komisję o Specjalnych Pełnomocnictwach do Badań Działalności Tajnych Organizacji pod przewodnictwem Adama Szymona Pragiera, posła Polskiej Partii Socjalistycznej. Komisja uznała zeznania Cechnowskiego za niewiarygodne i ujawniła preparowanie dowodów w Policji przez nadkom. Józefa Piątkiewicza prowadzącego Cechnowskiego. Mimo to w ramach prawa łaski prezydent Stanisław Feliksowicz Wojciechowski tylko zmienił Bagińskiemu i Wieczorkiewiczowi wyroki z kary śmierci na dożywocie dla Bagińskiego i 15 lat dla Wieczorkiewicza, podczas gdy Cechnowski za składanie fałszywych zeznań nie poniósł żadnych konsekwencji i dalej je składał.

W 1925 roku Związek Radziecki wyszedł z przedsięwzięciem wymiany więźniów politycznych Bagińskiego i Wieczorkiewicza za dwójkę innych polskich więźniów w Związku Radzieckim w Łubiance w Moskwie, oskarżanych o szpiegostwo: Józefa Łaszkiewicza, b. polskiego konsula w Gruzji z żoną i dwiema córkami oraz ks. Bronisława Ussasa, członka Komisji Rewindykacyjnej w Piotrogrodzie. 29 marca 1925 ze stacji granicznej Stołpce ruszył w kierunku przystanku Kołosowo i granicy pociąg nadzwyczajny z dwójką na wymianę. W Stołpcach w ostatniej chwili do konwoju dołączył policjant starszy przodownik Józef Muraszko. Po ok. 3 km strzelił on do Bagińskiego (zmarł w drodze do szpitala) i Wieczorkiewicza (zmarł następnego dnia po operacji), za co później w październiku 1925 został skazany na 2 lata więzienia o łagodnym rygorze (dom poprawczy) – wyszedł po roku i służył Korpusie Ochrony Pogranicza i znowu w Policji w dyrekcji, mimo że nawet przed sądem mówił, że zabił „dwa wściekłe psy”. Polski ruch komunistyczny wydał wyrok śmierci na Józefie Muraszce, jednak nie został on wykonany gdyż ten zmienił tożsamość na nazwisko Leonardi. Po wybuchu II Wojny Światowej jesienią 1939 Muraszko był oficerem Gestapo, a wyrok śmierci wydało na nim Polskie Państwo Podziemne – tym razem go wykonano, w jego mieszkaniu w Warszawie pod koniec 1939 roku.

Nieudana próba wyroku na Cechnowskim i pościg

Wróćmy do roku 1925. Działający w konspiracji polski ruch komunistyczny wydał także wyrok śmierci na Józefa Cechnowskiego, którego fałszywe zeznania pogrążały niewinnych działaczy rewolucyjnych. Do wykonania wyroku zgłosili się w lipcu 1925 na ochotnika Władysław Józefowicz „Hugo” Kniewski, Władysław „Władek” Hibner i Henryk Tomaszewicz „Heniek” Rutkowski. Młodzi działacze, metalowcy, członkowie Związku Młodzieży Komunistycznej w Polsce, wcześniej byli prześladowani i więzieni w ramach represji politycznych. Hibner ponadto był szkolony w Związku Radzieckim, gdzie współpracował z Julianem Baltazarem Józefem Marchlewskim. Po powrocie do Polski działał pod fałszywą tożsamością i to on dowodził grupą.

17 lipca 1925 trójka spotkała się o 8:00 na Placu Teatralnym, gdzie omówiła plan działania. Następnie śledziła Cechnowskiego, wypatrując dogodnego miejsca do osaczenia i wykonania wyroku śmierci przez Hibnera. Około 10:30-11:00 oczekiwali na Cechnowskiego na Ulicy Zgoda, koło Ulicy Złotej. Cechnowski miał zostać zabity pokazowo, w biały dzień, na ulicy przy przechodniach. Jednak zachowanie Hibnera, Kniewskiego i Rutkowskiego wzbudziło podejrzenia dwóch wywiadowców (tajniaków) z X Komisariatu Policji Państwowej: Kazimierza Lesińskiego i Antoniego Klimasińskiego. W bramie budynku nr 1 przy Ulicy Złotej rozpoczęli legitymowanie, któremu poddała się trójka działaczy. Ponieważ dokumenty Hibnera wydawały się być podejrzane (w rzeczywistości były fałszywe), policjanci postanowili zabrać całą trójkę na komisariat. Wychodzili z bramy w kolejności: Klimasiński, trójka, Lesiński. Ci jednak się nie dali, Hibner wyciągnął pistolet i czterokrotnie strzelił do Lesińskiego z tyłu. Rozpoczęła się największa w Warszawie strzelanina oraz jeden z najbardziej brawurowych pościgów. W pościg ruszył drugi policjant, będący w pobliżu umundurowani policjanci oraz niektórzy przechodnie.

Kniewski uciekał Ulicami Chmielną i Bracką, gonił go Klimasińki. Kniewski na widok patrolu konnego od strony Alei Jerozolimskich skręcił w Ulicę Widok, na której było mniej przechodniów, przez co był bardziej ostrzeliwany przez policjantów, został postrzelony w udo i przewrócił się, jednak w dalszym ciągu się ostrzeliwał. Jednym ze strzałów zabił konia, który omal nie przygniótł policjanta Igielskiego na nim jadącego. Kniewski został znowu postrzelony trzykrotnie w nogi i raz w brzuch, jednak w dalszym ciągu się bronił. Klimasiński oraz inny policjant zaszli Kniewskiego od tyłu i go ujęli.

Hibner i Rutkowski pobiegli w drugą stronę, Ulicami Złotą, Marszałkowską, Chmielną, znowu Złotą. Na Ulicy Chmielnej 31 dwukrotnie został postrzelony urzędnik Kochaniak, dwa strzały w nogi dostał wychodzący z bramy policjant po służbie Skrzynecki, na widok czego zemdlała jego żona. Handlowiec Gurewicz obezwładnił jednego z gonionych, ale został ostrzelany od tyłu przez drugiego. Gurewicz został postrzelony w okolice serca, lecz pocisk został zatrzymany w jego grubym portfelu. Został postrzelony w brzuch post. Zieliński. Gonionych chwycił handlowiec Krakowski, ale został postrzelony w brzuch. Student Aleksander Kempner zbliżył się zbyt blisko i został śmiertelnie postrzelony w głowę. Na Ulicy Złotej przy Ulicy Wielkiej (obecnie Plac Centralny), Hibner z Rutkowskim porwali dorożkę którą pojechali do Ulicy Żelaznej i w kierunku Alei Jerozolimskich. W pościgu brało udział już 7 policjantów jadących dwoma samochodami (w tym taksówką). Na końcu Ulicy Złotej z bramy budynku nr 83 wyszedł post. Feliks Witman i wskoczył na dorożkę myśląc że Hibner i Rutkowski to policjanci goniący bandytów – dostał dwa śmiertelne strzały w klatkę piersiową. Dorożka skręciła w Ulicę Żelazną, ale zahaczyła o inny wóz i urwała koło. Wycieńczeni ucieczką Hibner i Rutkowski postanowili schować się w składzie węgla Borkowskich przy Ul. Żelaznej 21, koło torów kolejowych. Tam zostali postrzeleni przez post. Janiszewskiego, ale nie poddawali się. Podkom. Górecki, kierownik VIII Komisariatu Policji Państwowej, wezwał do poddania się. Wtedy jeden gonionych podniósł ręce do góry, ale policjant po wstaniu został ostrzelany przez drugiego i strzelanina trwała dalej. Do składu węgla przybywali kolejni policjanci i strzelanina jeszcze bardziej się wzmagała. Hibner miał przestrzeloną rękę, drugą złamaną w kilku miejscach oraz rozbitą głowę. Rutkowski miał przestrzelone kolano i tłuczone rany głowy. Nie mogli dalej uciekać, ale oboje się nie poddawali, raniąc kolejnych policjantów, w tym pięciu ciężko. Ostatecznie jednak policjanci byli coraz bliżej i zatrzymali Hibnera i Rutkowskiego.

Podczas przesłuchań Kniewski, Hibner i Rutkowski wyrazili szczery żal z powodu śmierci dwóch przypadkowych osób i ranienia innych cywilów podczas pościgu, twierdząc że się wyłącznie bronili przed Policją Państwową. Nie ujawniali że chodziło o Cechnowskiego, mówili jedynie ogólnikowo o prowokatorze, dzięki temu wyrok na Cechnowskim mógł wykonać kto inny.

Wyrok na Cechnowskim wykonany przez Botwina

Cechnowski 28 lipca 1925 składał w sądzie we Lwowie zeznania w sprawie nieudanego zamachu na prezydenta Wojciechowskiego 5 września 1924. Do Lwowa przybył pod fałszywym nazwiskiem jako Józef Celiński. Cechnowski miał wskazywać na powiązania niesłusznie podejrzewanego Stanisława Stajgera z organizacjami komunistycznymi, mimo że za zamachem na Wojciechowskiego stali narodowcy ukraińscy. Wydał czterech członków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy.

Cechnowski po wyjścu z sądu udał się do restauracji, przed której wejściem dostał dwa lub trzy strzały z niewielkiej odległości od Izaaka Naftalego „Filipa” Botwina, który krzyknął „Śmierć prowokatorom!”. Jeden strzał był dokładnie w serce. Organizatorem zamachu był Stanisław Franciszkowicz Radkiewicz, który ujawnił to dopiero w 1963 roku.

Botwin był działaczem z przekonania, członkiem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, pochodzenia żydowskiego. Jego wielodzietna rodzina była uboga, miał dwóch braci i pięcioro sióstr. Ojciec zmarł wcześnie, kiedy Botwin miał 3 lata. Chcąc utrzymać rodzinę i odciążyć nieco matkę Botwin pracował od najmłodszych lat w każdej dostępnej pracy, kończąc tylko 3 klasy szkoły podstawowej. Był m.in. gazeciarzem, pakunkowym, a ostatnio pracował jako przykrawacz szewski. Miał słaby organizm, chodzić zaczął dopiero w wieku 7 lat. Dużo chorował m.in. na gruźlicę, miał świadomość że jego życie nie będzie długie, stąd też postanowił na ochotnika wykonać wyrok śmierci na Cechnowskim. Po wykonaniu wyroku Botwin poddał się Policji, przyznał się do wszystkiego, nie ujawnił swoich mocodawców i został skazany na karę śmierci. Cechnowski został pochowany w Warszawie jako zasłużony funkcjonariusz Policji Państwowej. Jak twierdził sam Botwin, to niezadowolenie z życia doprowadziło go do zrozumienia, że komunizm wskazuje drogę do równości i szczęścia. Przed rozstrzelaniem poprosił o niezawiązywanie oczu, śpiewał „Międzynarodówkę”, a jego ostatnie słowa to: „Precz z burżuazją! Niech żyje rewolucja!”. Został stracony 6 sierpnia 1925 o 13:15 na podwórzu więzienia w „Brygidki” przy Ulicy Kazimierzowskiej we Lwowie. Jako że był głównym żywicielem rodziny, jego rodziną zaopiekowali się towarzysze ze stronnictwa i wkrótce wyjechała do Związku Radzieckiego, gdzie zapewniono im utrzymanie i kształcenie.


Grób Naftalego Botwina na Cmentarzu Janowskim we Lwowie na Ukrainie.
Zdj.: Mcowkin, Wikimedia Commons (domena publiczna)

Stracenie Kniewskiego, Hibnera i Rutkowskiego

Hibner w więzieniu dowiedział się o śmierci Cechnowskiego i dopiero wtedy zeznał że chodziło o niego. Kniewski, Hibner i Rutkowski zostali skazani na karę śmierci za terroryzm. Wykonano ją 21 sierpnia 1925 o 4:30 w fosie Cytadeli. Skazani poprosili o nie przywiązywanie ich do słupków i nie zasłanianie oczu. Pluton egzekucyjny strzelał niecelnie, przez co oficer musiał dobić skazanych. Następnie pochowano ich obok pod murem Cytadeli w grobach nr 64, 65 i 66, rodzinie pozwolono urządzić nagrobki.


Groby Henryka Rutkowskiego i Władysława Kniewskiego na Cytadeli Warszawskiej przed 1939 rokiem.
Zdj.: Leon Jarumski, Ilustrowany Kurier Codzienny, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego (domena publiczna)

Miejsca pamięci narodowej i upamiętnienia


Śmierć Naftalego Botwina upamiętnił Władysław Kazimierz Antoniewicz Broniewski w wierszu „Na śmierć rewolucjonisty”. Jest także wspomniany w wierszu Wiktora Woroszylskiego pt. „Ci, co zginęli” oraz w powieści Tadeusza Brezy pt. „Niebo i ziemia”. Imię Naftalego Botwina nadano kompanii w składzie XIII Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego (Dąbrowszczaków) w 1937 w Hiszpanii, kompania wydawała gazetę pt. „Botwin”. W latach 1925-1929 w Bobignach we Francji jedna z ulic nosiła nazwę Ulica Naftalego Botwina, Robotnika Rewolucjonisty, Ofiary Białego Terroru (wcześniej Ścieżka z Beczki, obecnie część Ulicy Augusta Delaune). W I rocznicę śmierci w 1926 roku we Lwowie tabliczki z nazwą Ulicy Słonecznej bezprawnie zmieniono na Ulicę Naftalego Botwina (przy Ulicy Słonecznej 18 był jego dom, od 1950 roku to Ulica Pantelejmona Kulisza). W Rychbachu (ob. Dzierżoniów Śląski) 23 brzeźnia 1947 odsłonięto tablicę upamiętniającą Naftalego Botwina za czyn bohaterski w walce o wolną Polskę Ludową, usunięto ją w 2013 roku. Naftali Botwin miał swoją ulicę we Wrocławiu, niestety od 2013 roku jest to ulica bez nazwy. Ulice Naftalego Botwina były także w Warszawie (wcześniej Ulica Kazimierza Sosnkowskiego, od 1996 roku Ulica Eugeniusza Bocheńskiego „Dubańca”), w Pieszycach (planowana Ulica Zacisze, od 2017 roku Ulica Botwinowa), Ząbkowicach Śląskich (od 2017 roku Ulica Szkolna) i Rychbachu (ob. Dzierżoniów Śląski, Ulica Nowowiejska).


Sztandar Kompanii Naftalego Botwina z 1937 roku.
Zdj.: Portal Strajk.eu

Podobnie należycie czczono por. Walerego Bagińskiego i ppor. Antoniego Wieczorkiewicza, którymi szczyciło się Ludowe Wojsko Polskie. Ich imię nosił Centralny Ośrodek Szkolenia Służby Uzbrojenia i Elektroniki im. por. Walerego Bagińskiego i ppor. Antoniego Wieczorkiewicza w Olsztynie. Mieli także swoje ulice m.in. w Warszawie: Ulica Walerego Bagińskiego (obecnie od 1991 roku Ulica gen. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza) i Aleja Antoniego Wieczorkiewicza (wcześniej Aleja marsz. Józefa Piłsudskiego, obecnie od 1998 roku Aleja gen. Antoniego Chruściela „Montera”). Dziś swoje ulice mają wyłącznie na Białorusi: w Stołpcach, gdzie są pochowani z honorowym nagrobkiem wspominającym o białopolskim strażniku, oraz w Słucku.


Grób Walerego Bagińskiego i Antoniego Wieczorkiewicza w Stołpcach na Białorusi.
Zdj.: Dziedzictwo Słuckiej Krainy

W Polsce Ludowej Kniewski, Hibner i Rutkowski byli należycie traktowani jak bohaterowie. Ich śmierć upamiętnił Wiktor Woroszylski w wierszu pt. „Ci, co zginęli” oraz Wanda Leonowna Wasilewska w powieści pt. „… że padliście w boju”. Ich imieniem nazwano ulice gdzie przygotowywali wykonanie wyroku śmierci na prowokatorze-zbrodniarzu: Ulica Złota na odc. od Ul. Marszałkowskiej do Ul. Zgoda nazywała się Ulicą Władysława Kniewskiego, Ulica Chmielna na odc. od Ul. Marszałkowskiej do Ul. Nowy Świat nazywała się Ulicą Henryka Rutkowskiego. Niestety nazwy tych ulic zmieniono w grudniu 1990. W 1951 roku zwodowano żaglowiec flagowy Polskiego Związku Żeglarskiego nazwany Rutkowski, niestety w 1997 jego nazwę zmieniono na Kapitan Głowacki.
Natomiast Ulica Zgoda w Warszawie nazywała się Ulicą Władysława Hibnera. Mieli także swoje ulice w innych miastach, m.in. w Gdańsku, Hajnówce, Koszalinie, Poznaniu, Rybniku, Tarnowie. Park Fosa i Stoki Cytadeli, gdzie znajduje się mauzoleum, nazywał się Parkiem im. Władysława Kniewskiego, Władysława Hibnera i Henryka Rutkowskiego.

20 sierpnia 1950 w przeddzień 25 rocznicy śmierci w miejscu pochowania odsłonięto mauzoleum i otwarto park w Cytadeli. W latach 90. pomnika nie rozebrano całkowicie, ale został zniszczony i pozbawiony wielu części, tolerowano kradzież części metalowych. Pomnik stoi blisko miejsca rozstrzelania – strzelano w kierunku stoku a nie muru. Pomnik stoi w miejscu pochówku i w rzeczywistości jest to grób, szczątków nigdy stamtąd nie przenoszono. Na murze znajdowała się tablica: „W tym miejscu 21 VIII 1925 roku rozstrzelani zostali z rozkazu zbrodniczych rządów burżuazji mężni żołnierze KPP i KZMP Władysław Hibner Władysław Kniewski Henryk Rutkowski”. Napis na murze, po którym zostały białe ślady głosił „Wieczna chwała bohaterom którzy padli w walce o Polskę Socjalistyczną”. Dziś na tablicy informacyjnej parku nie ma ani słowa o tym, dlaczego w 1950 roku powstał park, a mapka na tej tablicy pomija mauzoleum.


Mauzoleum Kniewskiego, Hibnera, Rutkowskiego w 1960 roku.
Zdj.: „Poznaj Warszawę. Żoliborz”, Krajowe Wydawnictwo Czasopism RSW „Prasa”, Warszawa 1970, p. 131, Wikimedia Commons (domena publiczna)


Działacze z Warszawy powinni pamiętać o tym miejscu i przynajmniej składać tam kwiaty i znicze, póki nie rozbiorą całkiem tego pomnika, zwłaszcza że upamiętnieni mają piękną kartę w dziejach polskiego ruchu robotniczego.


Widoczne czerwone goździki na Mauzoleum Kniewskiego, Hibnera, Rutkowskiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz