07 października 2021

Niemiecka Republika Demokratyczna

7 października w Niemczech jest Dzień Republiki, na pamiątkę powstania Niemieckiej Republiki Demokratycznej, obchodzony przez środowiska postępowe i antykapitalistyczne, chcące zachować pamięć o Niemczech Demokratycznych. Z tej okazji warto przybliżyć i naprostować trochę historii, którą współczesna propaganda fałszuje. Podział Niemiec na dwa państwa, wyższość Niemiec Demokratycznych, Mur Berliński i tak zwane zjednoczenie – nad całym tym wątkiem istnieje otoczka przekłamań i zniekształceń.

Powód podziału

Podział Niemiec i na dwa państwa i podział stolicy Niemiec, Berlina, były pochodną wojny. W zasadzie było do przewidzenia, że podział Niemiec na 4 okupantów skończy się źle, bo prędzej czy później zachodni alianci wystąpią przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Aczkolwiek gdyby nie otwarcie frontu zachodniego, okupacja niemiecka i faszystowska w Europie trwała by dłużej, w walce o wyzwolenie zginęłoby kilka milionów ludzi więcej, a szkody wyrządzone przez faszystów byłyby jeszcze większe. Nie bez powodu to Związek Radziecki usilnie nalegał na jak najszybsze utworzenie frontu zachodniego. Początkowo podział Niemiec i Berlina na 4 strefy okupacyjne był traktowany jako tymczasowy. Jedynie Francja już na początku zmierzała do umocnienia podziału Niemiec. Pozostali okupanci w jakimś stopniu dążyli do zachowania jedności państwowej Niemiec i jedności stolicy. Różnymi zabiegami, jak np. wieczysta neutralność, udało się zachować jedność Austrii, mimo że jej terytorium i stolica były podobnie podzielone. Nie udało i nie mogło się udać w przypadku Niemiec.

Podział nosił cały czas znamiona tymczasowości. Przykładem na to jest fakt, że w Niemczech Wschodnich koleje nosiły przedwojenną nazwę Niemieckie Koleje Rzeszy, gdyż pod taką nazwą przyznano im prawa do obsługi Berlina Zachodniego. Aby nie było wątpliwości co do tych praw, cały czas posługiwano się dotychczasową nazwą, zamiast nazwy Niemieckie Koleje Ludowe. Również status prawny Berlina Zachodniego był mocno prowizoryczny. Formalnie nie był częścią Niemiec Zachodnich, ale określanie go jako osobne państwo też tak średnio pasuje.

Antyfaszystowski Wał Ochronny

Antyfaszystowski Wał Ochronny na pierwszy rzut oka robi fatalne wrażenie. Pilnie strzeżona granica z okopami, zaporami przeciwczołgowymi, drutami kolczastymi, urządzeniami sygnalizacyjnymi, no i sam mur. Wszystko to przebiegające przez środek ponad 3-milionowego miasta. Przywódcy Niemiec Demokratycznych nie byli głupkami, aby bezmyślnie wpakować się w taki wizerunkowy koszmar. Istniały poważne powody, dla których postanowili tak ostro zadziałać.

Niemcy Wschodnie po wojnie znajdowały się w złej sytuacji gospodarczej. To co było wartościowe zostało zabrane jako zdobycze wojenne, zarówno przez zwycięzców ze wschodu, jak i zachodu. Podział na strefy okupacyjne, stopniowo coraz bardziej umacniany, spowodował zerwanie łańcuchów dostaw. Do tego dochodzi utrata 1/4 terytorium na rzecz Polski względem granic w roku 1937. Do 1953 roku wypłacane są reparacje wojenne, zarówno w kształcie pieniężnym, jak i towarowym. Są kłopoty z zaopatrzeniem w żywność spowodowane czynnikami powojennymi (kartki na żywność udaje się znieść dopiero w 1958 roku po uspółdzielczeniu rolnictwa).

Co się wówczas dzieje na granicy niemiecko-niemieckiej? Różnice walutowe powodują odpływ towarów i ludzi z Niemiec Wschodnich do Niemiec Zachodnich, w tym brakującej żywności i specjalistów pierwszej potrzeby. W sytuacji Niemiec Wschodnich pogłębia to kłopoty gospodarcze. Stąd też w 1952 roku granica niemiecko-niemiecka zostaje zamknięta, co rozwiązuje część kłopotów gospodarczych. Pozostaje jednak luka: Berlin Zachodni. Luka ta w dalszym ciągu jest wykorzystywana do drenażu mózgów. Mnóstwo wykwalifikowanych robotników, mających wieloletnie i nawet przedwojenne doświadczenie, specjalistów, fachowców, lekarzy, inżynierów – wszyscy jadą na zachód, gdzie dostają znacznie większe zarobki lub są ściągani w inny wyrafinowany sposób. W Niemczech Wschodnich zarabiali mniej, ale nie ryzykowali bezrobociem i bezdomnością, czego wielu w pogoni za pieniądzem nie zauważało. Nie bawiono się nawet w wypowiedzenia, ot po prostu jednego dnia pracownik nie przychodził do pracy i był już w Niemczech Zachodnich.

Przywódcy Niemiec Wschodnich nie mogli pozwolić na dalsze trwanie takiej sytuacji. Prędzej czy później doprowadziłoby do całkowitej ruiny kraju, do kolejnego powstania ludowego lub do radzieckiej interwencji. Scenariusze możliwe też wszystkie na raz. Nie pozostało więc innego, jak zamknięcie tej luki i odgrodzenie Berlina Zachodniego. Przełożyło się to na spore osiągnięcia. Po budowie muru powstają rzeczy, z których długo słynęły Niemcy Wschodnie, jak ORWO, przemysł chemiczny, kombinaty elektroniczne czy chociażby Berlińska Wieża Telewizyjna.

Przed powstaniem Antyfaszystowskiego Wału Ochronnego imperialiści z zachodu jak najbardziej wykorzystywali otwartą granicę do działań prowokacyjnych i szkodliwych. Berlin Zachodni był bazą wypadową różnej maści szpiegów i prowokatorów. Nie ma żadnych wątpliwości, że imperialistyczny zachód wykorzystałby otwartą granicę między Berlinem Zachodnim a Niemcami Wschodnimi w największym możliwym stopniu do zaszkodzenia Niemcom Wschodnim i pośrednio całemu Blokowi Wschodniemu. Jeśli ktoś krytykuje Niemcy Wschodnie za wrogość wobec Niemiec Zachodnich, to jest ignorantem.

Szczególnie, jeśli się rzuci okiem na mapę ówczesnych Niemiec Wschodnich, gdzie Berlin Zachodni jest położony wręcz strategicznie – w środku Niemiec Wschodnich. Willi Brandt, w l. 1957-1966 burmistrz Berlina Zachodniego, 1969-1974 kanclerz Niemiec Zachodnich, nazwał Berlin Zachodni „cierniem w boku NRD”. Stwierdził: „Zamierzamy zakłócać pokój”. Konrad Herman Jósef Janowicz Adenauer, kanclerz Niemiec Zachodnich w latach 1949-1963, jeszcze w 1961 roku urzędowo ogłaszał za cel polityki aneksję Niemiec Wschodnich (a także rościł prawa do Ziem Odzyskanych w Polsce). To im można zawdzięczać przekształcenie granicy stref okupacyjnych w granicę państwową. Szacunek do granicy państwowej jest natomiast miarą patriotyzmu.

Skąd w ogóle brały się ucieczki na zachód i dlaczego nie było ruchów w drugą stronę? Otóż ludzie nie dostrzegali wielu pozytywów płynących z gospodarki uspołecznionej. Trzeźwe myślenie przysłaniała im wyidealizowana wolność, która jest niczym kiedy grozi bezrobocie lub bezdomność. Zwłaszcza że negatywne zjawiska kapitalizmu były na zachodzie umniejszane. Imperialiści byli w stanie przekierować część pieniędzy na politykę społeczną w obawie przed nastrojami kierującymi społeczeństwo ku wzorcom z Europy Środkowo-Wschodniej. Kiedy jednak ta przeciwwaga znikła, imperialiści dzisiaj pokazują czym jest kapitalizm.

Dopiero szersze spojrzenie na te wszystkie względy pozwala stwierdzić, że Antyfaszystowski Wał Ochronny był po prostu koniecznością. Dzięki niemu mogły istnieć i rozwijać się Niemcy Demokratyczne – państwo niemieckie ucieleśniające ideały postępu społecznego, które całkowicie odcięło się od faszyzmu, imperializmu, agresywnego militaryzmu, dążeń do panowania gospodarczego. Do dzisiaj wschodni Niemcy są bardziej bratersko nastawieni do Polaków, podczas gdy zachodni Niemcy traktują nas z pozycji wywyższającej się. Świadomość polityczna przywódców Niemiec Demokratycznych była wysoka: doskonale widzieli zło w 1980 roku w Niezależnym Samorządnym Związku Zawodowym „Solidarność” w Polsce czy w działaniach ostatniego przywódcy Związku Radzieckiego, Michała Sergiuszowicza Gorbaczowa.

Bojkot SKM w Berlinie Zachodnim

Najlepszym przykładem na szkodliwość władz Niemiec Zachodnich był bojkot szybkiej kolei miejskiej w Berlinie Zachodnim (SKM, po niemiecku S-Bahn). Jest to najlepszy przykład na to, że imperialiści wykorzystaliby każdą okazję, by z Berlina Zachodniego dopiec Niemcom Wschodnim.

Koleje w Berlinie Zachodnim obsługiwały Niemieckie Koleje Ludowe (z Niemiec Wschodnich) na mocy porozumień między zwycięskimi mocarstwami. Już w 1951 roku zachodnioniemieckie związki zawodowe (!) wezwały do bojkotu, dotąd bezskutecznie. Jednak po powstaniu Muru Berlińskiego wezwanie odniosło skutek.

Posuwano się do fałszywych wiadomości, że płatność za przejazd pociągiem w Berlinie Zachodnim to płacenie na zasieki graniczne, kiedy w rzeczywistości przewozy zbiorowe były niedochodowe. Bojkot nie był oddolny – władze Berlina Zachodniego usunęły wszelkie oznaczenia kierujące do SKM na węzłach przesiadkowych i wspólnych obiektach kounikacyjnych, tablicach kierunkowych autobusów i tramwajów, drogowskazach, mapach linii komunikacyjnych. Usunięto zapowiedzi o możliwościach przesiadek, zaprzestano skomunikowań z innymi środkami komunikacji i uznawania biletów, a nawet nie podawano stosownych wiadomości z przewodnikach turystycznych. Uruchomiono równoległe linie autobusowe i rozwijano kolej podziemną (metro, po niemiecku U-Bahn), gdyż te środki przewozowe podlegały władzom miejscowym. Bojkot osobiście poparł burmistrz Berlina Zachodniego. Oczywiście celowo władze Berlina Zachodniego unikały współuczestniczenia w rosnących kosztach utrzymania szybkiej kolei miejskiej.

Po tygodniu liczba podróżnych spadła z 500 tys. dziennie do 100 tys. Władze wschodnioniemieckiej kolei starały się mimo wszystko prowadzić przyjazną politykę przewozową. Jako przedsiębiorstwo socjalistyczne początkowo nie brano pod uwagę zwolnień. Zamiast tego skracano składy lub zmniejszano częstotliwość. Nie podwyższano cen biletów, które do końca pozostawały na odpowiednio niskim poziomie. SKM pozostawała najtańszym sposobem przemieszczania się, a na niektórych odcinkach była nawet 3-krotnie tańsza niż pozostała komunikacja miejska. Ze strony Berlina Zachodniego było to całkowicie nieracjonalne, a nawet kosztowne dla budżetu miasta. Doprowadziło do kłopotów z przemieszczaniem się, spowodowało ogromne marnotrawstwo zasobów, a ostatecznie do zwolnień kolejarzy.

Nieliczne były grupy krytykujące bojkot, które podnosiły względy praktyczne, jak szybkość przemieszczania się, dostępność linii (173 km), czy ekologię. W środkach masowego przekazu te grupy obśmiewano i nazywano komunistycznymi. Ostatecznie z 500 tys. podróżnych dziennie szybkiej kolei miejskiej w 1961 roku, pozostało 8-10 tys. w 1983 roku.

Koleje wschodnioniemieckie były przez bojkot obciążone ogromnymi kosztami, nie pomagało skracanie składów i cięcia w rozkładzie. Skala bojkotu okazała się zbyt duża, a przyjazna polityka nie odniosła skutku. Część pociągów nie przewoziła ani jednego podróżnego. W końcu więc posunięto się do zwolnień. Te same w sobie wywołały oburzenie, które zwiększyło się jeszcze bardziej po bezmyślnym sposobie przeprowadzania tych zwolnień (np. zwolnienie pracownic będących samotnymi matkami, pracowników w wieku przedemerytalnym lub nawet pracownicy w ciąży). Okresowo przeholowano i konieczne okazały się nadgodziny. Zwolnienia spowodowały głośny strajk w 1980 roku. Kolejarze w Berlinie Zachodnim zostali pozostawieni sami sobie. Zachodnie związki zawodowe nie stanęły w ich obronie, bo przecież te same związki zawodowe nawoływały do bojkotu. Władze Berlina Zachodniego także olały kolejarzy, bo przecież te same władze popierały i napędzały ten bojkot. Społeczeństwo Berlina Zachodniego także nie było przychylne, bo samo uczestniczyło w bojkocie. Jedynie podróżni wierni szybkiej kolei miejskiej wyrażali solidarność ze strajkującymi. W efekcie strajk zakończył się niepowodzeniem, mimo że spowodował zatrzymanie ruchu SKM w Berlinie Zachodnim oraz praktycznie sparaliżował ruch pociągów tranzytowych z Niemiec Zachodnich do Berlina Zachodniego, w tym pociągów zaopatrzeniowych, z pocztą i pociągów misji wojskowych aliantów zachodnich.

Strajk przyspieszył dalsze ograniczenia. W 1983 roku pozostawiono ruch w takcie 20-minutowym tylko na 3 liniach na długości 72,5 km. Zaniechano przewozów między godzinami 21 a 5. Od 1984 roku planowano całkowicie rezygnację z działalności szybkiej kolei miejskie w Berlinie Zachodnim. Władze Berlina Zachodniego zaliczyłyby w ten sposób ogromną wtopę, doprowadzając do zaniku szybkiej kolei miejskiej i zwolnień wszystkich kolejarzy na niej pracującej. Widmo wizerunkowej wtopy spowodowało przejęcie od 1984 roku obsługi szybkiej kolei miejskiej przez władze Berlina Zachodniego, a dokładniej przez Berlińskie Zakłady Komunikacyjne w Berlinie Zachodnim. Do 1989 roku niewiele to poprawiło i formalnie nie odwołano bojkotu, co jeszcze długie lata po „zjednoczeniu” odbijało się kłopotami komunikacyjnymi. Do dzisiaj sieć kolei podziemnej jest wyraźnie bardziej rozwinięta w Berlinie Zachodnim, podczas gdy po część linii SKM wciąż pozostaje nieczynna (np. Kolej Zimensa).

Brak defaszyzacji NRF

Przymiotnik „antyfaszystowski” w pełnej nazwie muru nie był przypadkowy. Niemcy Zachodnie nie przeprowadziły defaszyzacji. Faszyści, którzy uciekali, by ukryć się przed Radzianami, szukali schronienia w Niemczech Zachodnich (wówczas zachodnich strefach okupacyjnych).

Dopiero pierwsze pokolenie po wojnie zaczęło dostrzegać to, że żyje w kraju, który rozpętał dwie wojny światowe, a mimo to nie dokonał właściwego rozliczenia z przeszłością. Właśnie wtedy powstała Frakcja Czerwonej Armii (FCA, niem. Rote Armee Fraktion, RAF) – lewicowa, miejska partyzantka, jedna z najsilniejszych tego typu organizacji bojowych (terrorystycznych).

Luc Manfred Taufer, były bojownik Frakcji Czerwonej Armii, stwierdził, że jednym z czynników wpływających na jego wstąpienie do FCA był fakt, iż był wychowywany w kulturze, w której faszyzm nie był jeszcze tępiony. Np. jeden z jego nauczycieli w szkole wychwalał Adolfa Alojzowicza Hitlera. Podobnie Silke Majer-Witt, również bojowniczka FCA, która dopiero gdy miała 17 lat dowiedziała się, że w II Wojnie Światowej zamordowano 6 mln Żydów. Jej ojciec zakwestionował to. Jak się później okazało, w przeszłości był członkiem Oddziałów Ochronnych (SS).

W Niemczech Zachodnich nie świętowano 8 trawnia Dnia Wyzwolenia, przeciwnie jak to było w Niemczech Demokratycznych. Uznawano ten dzień bardziej za porażkę. Brak całkowitego odcięcia się od faszyzmu był widoczny nawet w przypadkowych wypowiedziach telewizyjnych, gdzie wobec osób protestujących przeciwko w wojnie w Wietnamie otwarcie padały takie komentarze, jak „wyplewić ich”, „od razu zastrzelić”, „pod ścianę z nimi”, „szkoda, że ich nie zagazowano”. W Berlinie Zachodnim faszystowskie bojówki zniszczyły tablicę w pobliżu miejsca zamordowania Róży Edwardowny Luksemburg. Tablicę odnawiano, ale zniszczenie powtarzało się, aż w końcu w 1985 roku tablicę zniszczono całkowicie przez wysadzenie.

W Niemczech Zachodnich schronienie znalazło wielu faszystowskich zbrodniarzy wojennych, jak np. Hajnc Fryderyk Frycewicz Rajnefart, zbrodniarz z Powstania Warszawskiego, który w Niemczech Zachodnich był wieloletnim naczelnikiem miasta i posłem do sejmu kraju związkowego. Odmówiono wydania go Polsce celem sprawiedliwego osądzenia. Sam Konrad Herman Jósef Janowicz Adenauer, kanclerz Niemiec Zachodnich w l. 1949-1963, stwierdził, że defaszyzacja nie może przebiegać skutecznie, gdyż nie ma kto ich zastąpić w polityce czy administracji. Zamiast tego 17 sierpnia 1956 zdelegalizowano Komunistyczną Partię Niemiec, mimo że liczyła ponad 100 tys. działaczy i miała poparcie w wielu krajach związkowych powyżej 5% (co uprawniało do zasiadania w samorządach terytorialnych).

Rósł opór przeciwko takim okolicznościom, stąd też poparcie wyrażane dla Frakcji Czerwonej Armii, szczególnie wśród młodych osób, które zostały wychowane już po wojnie i potrafiły odciąć się od faszystowskiej przeszłości ich państwa. W 1971 roku 1/3 zachodnich Niemców poniżej 30. roku życia sympatyzowała z FCA. Wielu ludzi otwarcie do kamery wyrażało poparcie dla walki o rewolucyjne ideały. Część z nich stwierdziła do kamery, że podjęłaby się ukrywania członka FCA z dnia na dzień, przez jedną noc – wg badań było to 5% populacji, a w północnych Niemczech Zachodnich 10%. Policja urzędowo podejrzewała o sympatię z FCA 7 mln ludzi.

Bynajmniej nie chodziło tylko o ciągłość prawną z Rzeszą Niemiecką. Faszyzm w Niemczech Zachodnich nie ograniczał się tylko do niewybrednych wypowiedzi i ukrywania faszystowskich zbrodniarzy, ale także do tolerancji nowych faszystowskich zbrodni. 2 czerwca 1967 w Berlinie Zachodnim został zamordowany Benon Paweł Jan Onesorg przez strzał w głowę z bliskiej odległości od policjanta, podczas pokojowej demonstracji, nie robiąc niczego złego. Mimo dowodów, sprawca został uniewinniony. 11 kwietnia 1968 w Berlinie Zachodnim ofiarą zamachu zostaje Alfred Willi Rudi Duczke, przywódca studentów o lewicowych i antyimperialistycznych przekonaniach. Sprawcą okazuje się być faszysta. Rudi Duczke przeżywa, ale umiera 11 lat później w wyniku powikłań po dwukrotnym postrzeleniu w głowę. Sprawca dostaje dość łagodny wyrok 7 lat więzienia. Współsprawcą było Wydawnictwo Aksel Szpringer, które rzucało oszczerstwa i nawoływania do nienawiści wobec Duczke w swoich gazetach, ale nie ponosiło za to żadnej prawnej odpowiedzialności. W 1970 roku faszysta 2-krotnym strzałem rani żołnierza Armii Radzieckiej, pełniącego wartę honorową przed Pomnikiem Żołnierzy Radzieckich w Berlinie Zachodnim. Ówczesny burmistrz Berlina Zachodniego bagatelizował tę próbę zabójstwa jako „zbrodnię jak każdą inną”. Sprawca wychodzi z więzienia po 5 latach i dalej ma faszystowskie poglądy. W zachodnioniemieckich więzieniach zostaje zamordowanych co najmniej 4 członków Frakcji Czerwonej Armii, poprzez brak pomocy medycznej: Holger Mikołaj Majns, Zygfryd Hausner, Katarzyna Hammerszmidt, Zygfryd Debus. W wywiadach z zachodnioniemieckimi żołnierzami na pytanie o to, w jakich granicach rozumieją swoją ojczyznę, spora część odpowiadała że w granicach z 1937 roku, część odpowiadała o granicach obu państw niemieckich, a chyba tylko jeden odpowiedział o współczesnych granicach Niemiec Zachodnich (materiał prawdopodobnie zniknął już z międzysieci).

Faszyzm w formie zinstytucjonalizowanej w Niemczech Zachodnich został także wobec pograniczników Niemiec Wschodnich. W 1952 roku poległ wachm. Helmut Just zastrzelony przez dwóch nieznanych faszystów na fali propagandy przeciwko Niemcom Demokratycznym. W 1962 roku poległ kpr. Jerzy Szmidtchen zastrzelony przez uciekającego na zachód dezertera z Narodowej Armii Ludowej. W tym samym roku poległ kpr. Reginald Hun zastrzelony przez faszystę uciekającego na zachód, którego dopiero po tak zwanym zjednoczeniu uznano za winnego „nieumyślnego morderstwa” i ostatecznie skazano… na rok więzienia w zawieszeniu. Również w 1962 roku poległ kpr. Piotr Gering, który chroniąc nienaruszalność granicy łamaną przez uciekiniera, został zastrzelony przez zachodnioniemieckiego policjanta. W 1963 roku poległ kpr. Zygfryd Widera zastrzelony przez trójkę uciekinierów. W 1964 roku kpr. Egon Szulc poległ w strzelaninie z kolejnymi uzbrojonymi uciekinierami. W 1968 roku poległ kpr. Rolf Henniger zastrzelony przez dezertera z Policji Ludowej. W 1980 poległ kpr. Ulryk Sztejnhauer zamordowany przez dezertera z Oddziałów Granicznych, który to dezerter w Niemczech Zachodnich odbył karę zaledwie 20 miesięcy pozbawienia wolności. Faszystowskich morderców, odpowiedzialnych za śmierć tych pograniczników, w Niemczech Zachodnich skazywano na jakieś ośmieszające wyroki. Po zjednoczeniu, w ramach nagonki na byłych pograniczników, rozebrano miejsce pamięci dla poległych na granicy państwowej z Berlinem (Zachodnim) żołnierzy Oddziałów Granicznych NRD.

Inaczej było z Niemcami Wschodnimi, dla których antyfaszyzm był swoistym mitem założycielskim. Dla wielu wschodnich Niemców był to wystarczający powód, by zaangażować się w umacnianie Niemiec Demokratycznych. Płk Eberhard Biottcher, były funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (Stasi), dołączył do Stasi, bo chciał zapobiegać kolejnym wojnom. Z dzieciństwa doskonale wiedział czym jest wojna, jak musiał się ukrywać w piwnicach przed bombami i co do tej wojny doprowadziło. Widział NRD jako państwo antyfaszystowskie, stąd lepsze.

Zaanektowanie NRD

Aneksja Niemiec Wschodnich zaczęła się od otwarcia granic, czyli obalenia muru. Zachodnia propaganda mocno to spłyca. W jej ujęciu przez cały okres istnienia Niemiec Wschodnich kto tylko mógł, uciekał do Niemiec Zachodnich. „Ci niedobrzy komuniści” postawili więc mur, aż w końcu w 1989 roku go obalono i tak doszło do zjednoczenia. Zachodnia propaganda bardzo często utożsamia obalenie muru ze zjednoczeniem. W rzeczywistości samo otwarcie granic jeszcze nie świadczyło o obaleniu muru. Ba, nie było to jeszcze jego obalenie. Początkowo po otwarciu granic mur wciąż istniał, a otwierano jedynie kolejne przejścia graniczne. Niektóre z ujęć przedstawiające rozbiórkę muru na nowe przejście graniczne są w środkach przekazu przedstawiane jako obalenie muru.

Otwarcie granic 9 listopada 1989 nastąpiło w wyniku pomyłki i nieprzygotowania do konferencji prasowej przez Guntera Szabowskiego, miernego działacza Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności. Potem rzeczywiście wybuchła spontaniczna radość, bo w takich okolicznościach możliwość swobodnego podróżowania po całym Berlinie, z dnia na dzień, bez zbędnych kontroli i formalności, stawała się bardzo atrakcyjna. Wiele osób odwiedzało dawnych znajomych z zachodu, zwiedzono wiele miejsc choćby z ciekawości. Współczesna propaganda lubi pokazywać takie obrazki, ale ta spontaniczna radość szybko się skończyła. Władze Niemiec Zachodnich z przyczyn politycznych, chcąc bardziej osłabić Niemcy Wschodnie, preferencyjnie traktowały wschodnich Niemców. Wręczano im np. 100 marek po przenosinach na „dzień dobry”. To nie podobało się społeczeństwu Niemiec Zachodnich. Warto przypomnieć, że początkowo otwarcie granic dotyczyło wyłącznie obywateli Niemiec Wschodnich – od 9 listopada do 23 grudnia 1989 obywatele Niemiec Zachodnich w dalszym ciągu nie mogli podróżować do Niemiec Wschodnich.

Niemcy Zachodnie wprost i coraz bardziej ingerowały w sprawy wewnętrzne Niemiec Wschodnich. Przeciwko NRD wystąpił też Związek Radziecki. Przekupiony przez Niemcy Zachodnie, zdradził sprawę antykapitalizmu. Zachodnioniemieccy politycy w żaden sposób nie szanowali suwerenności Niemiec Wschodnich. Przykładowo, Teodor Augustowicz „Teo” Wajgel, minister finansów Niemiec Zachodnich, z wywyższającej się pozycji twierdzi, że już wcześniej zastanawiano się „co zrobić z NRD”.

W kampanii wyborczej przed wyborami 18 brzeźnia 1990 z Niemiec Zachodnich do Niemiec Wschodnich wpłynęło 7,5 mln marek, z czego 4,5 mln dla Sojuszu dla Niemiec (DA-DSU-CDU), 1,5 mln do Związku Wolnych Demokratów, 1,5 mln dla Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. Do tego wsparcie organizacyjne i osobowe. Np. członkowie Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) z Hesji w Niemczech Zachodnich przyjechali do Jarobrodu (Erfurt) w Niemczech Wschodnich ośmioma autobusami i w ciągu jednej nocy rozkleili 80 tys. plakatów. Oczywiście takiego wsparcia nie mogły dostać siły chcące zachowania odrębności państwowej i ustrojowej Niemiec Wschodnich. Po wyborach jeszcze bardziej ingerowano w sprawy wewnętrzne Niemiec Wschodnich, doprowadzono do ogromnej niestabilności, spadku wartości gospodarki wschodnioniemieckiej i jej waluty. Kwitła spekulacja i lewe interesy. Cały kraj zwinął się w kilka miesięcy.

Nie szanowano spuścizny narodowej Niemiec Wschodnich. 14 brzeźnia 1990 na wiecu wyborczym Sojuszu dla Niemiec, na którym gościł Helmut Józef Michał Janowicz Kol, padło zdanie „14 marca 1883 zmarł Karol Marks, a dziś nadszedł koniec jego przekonań”. W nocy anektowania Niemiec Wschodnich, 2/3 października 1990 w Rypinie Nowym (Neuruppin) obalono Popiersie Karola Marksa. Pomnik na szczęście naprawiono, ale to pokazuje, jak zbłąkane były wówczas nastroje. Dziś Karol Marks, na obszarze byłych Niemiec Wschodnich, w dalszym ciągu jest traktowany jak bohater i żaden jego pomnik nie jest zniszczony. Od 3 października 1990 w ramach wyzbywania się tradycji Niemiec Wschodnich, zniesiono wartę honorową przed Nowym Odwachem – Pomnikiem Ofiar Faszyzmu i Militaryzmu. Zasłonięto płytą urnę z prochami nieznanego żołnierza wokół ziemi z dziewięciu pól bitewnych II Wojny Światowej oraz urnę z prochami nieznanego bojownika ruchu oporu wokół ziemi pochodzącej z dziewięciu niemieckich obozów koncentracyjnych.

3 października 1990 nastąpiło tak zwane zjednoczenie, aczkolwiek wszelkie fakty przemawiają że była to aneksja. Jedno z państw po prostu przestało istnieć, a nie zostało zjednoczone z drugim. Wiele osób służących Niemcom Demokratycznym zwalniano bez żadnego uznania dla ich pracy i zaangażowania, niesprawiedliwie.

Z 2172 pracowników służby dyplomatycznej Niemiec Wschodnich pozostawiono po „zjednoczeniu” tylko 4 (!). Zwolniono m.in. wszystkich pracowników Poselstwa Niemiec Wschodnich w Szwecji, mimo że Niemcy Wschodnie miały bardzo dobre stosunki dyplomatyczne i gospodarcze ze Szwecją. Były ambasador Eryk Wecl jasno określa to jako zwykły akt zemsty ze strony Niemiec Zachodnich.

Z 36 tys. oficerów i podoficerów Narodowej Armii Ludowej (Nationale Volksarmee) do Związkowych Sił Zbrojnych (Bundeswehr) przyjęto tylko 3,2 tys, a w dodatku obniżono im stopnie wojskowe o jeden w dół. Obniżenie stopni wywoływało zdziwienie nawet u oficerów Związkowych Sił Zbrojnych. Na uniwersytetach w byłych Niemczech Wschodnich większość kadry profesorskiej jest z byłych Niemiec Zachodnich. Żaden z rektorów 81 niemieckich uniwersytetów nie pochodzi z Niemiec Wschodnich. Większość spośród najwyższych stanowisk i kadr kierowniczych, w prawie wszystkich sektorach, zajmują zachodni Niemcy Zachodu.

W jeszcze gorszych okolicznościach znaleźli się funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (Stasi). Nie dość, że przestał istnieć kraj, któremu służyli, stracili pracę, to jeszcze w środkach masowego przekazu tworzono na ich temat fatalne oceny. Podejmowali się różnych, nawet najprostszych zawodów. W najlepszym wypadku byli przyjmowani do prywatnych firm ochroniarskich, gdzie przynajmniej doceniano ich umiejętności, takie jak przeszkolenie wojskowe, posługiwanie się bronią, zdolność do rozpoznawania zagrożenia itd. Acz to w dalszym ciągu była praca dalece poniżej ich umiejętności.

Obrona NRD

W zachodniej propagandzie nie ma żadnej mowy o obronie Niemiec Wschodnich, bo rzekomo był to tylko jakiś nieznaczący margines. Całkowicie są pomijane wypowiedzi i obrazy, z których wynikałoby co innego. Jak się okazuje, zaślepienie „zjednoczeniem” nie było powszechne i były niemałe grupy broniące odrębności państwowej i ustrojowej Niemiec Wschodnich.

Do grona obrońców Niemiec Wschodnich należy Krystian „Flake” Lorenc, klawiszowiec słynnego zespołu Rammsztajn: „Zjednoczenie było dla mnie najgorszym scenariuszem. Pokojowa rewolucja była w porządku. Upadek muru nie był konieczny, ale koniec końców był dobry. Ale zjednoczenie mnie zszokowało. Nagle wcisnęli nas do kraju, w którym wcale nie chcieliśmy być. Nigdy nie chciałem być obywatelem RFN, za żadne skarby. Ich system społeczny nadal mi się nie podoba. Nie podoba mi się jak załatwiają tam niektóre sprawy związane z własnością, nieruchomościami i tak dalej. I że narzucają nam prawa, których nie chcemy.”

W Berlinie Wschodnim odbywały się zgromadzenia zwolenników Niemiec Demokratycznych. W wypowiedziach dla telewizji padały tam wypowiedzi: „Nie idźmy w stronę kapitalizmu i Republiki Federalnej”. Powiewały chorągwie czerwone i Niemiec Demokratycznych, śpiewano „Międzynarodówkę”. Dziś te obrazy są całkowicie pomijane przez prozachodnią propagandę. Z trybuny padały wypowiedzi: „Chcemy, by to nadal był nasz kraj i żeby nikt za nas nie decydował.”

Krysta Luft, ministerka gospodarki Niemiec Wschodnich: „W NRD nie było zgodności. Jedni chcieli zjednoczenia Niemiec, a drudzy uważali, że nie po to budowali ten kraj przez 40 lat, aby teraz po prostu go oddać.”

Jon Fryderyk Wilhelm Gerhard „Freke” Ower, lewicowy polityk, nie miał złudzeń co do kłamstw Helmuta Józefa Michała Janowicza Kola: „Przerażała mnie w Helmuta Kola, w kwitnące krajobrazy i zjednoczenie. Myślałem: oszaleliście? Mamy szansę na wybranie innej drogi.”

W noc 2/3 października 1990 w Berlinie wielu mieszkańców świętowało „zjednoczenie” przez Sejmem Rzeszy (Reichstag). Te obrazki są wszechobecne w propagandzie, jeśli pojawia się wątek końca podziału Niemiec. Można na nich zauważyć, że nikt nie świętował z flagami Niemiec Demokratycznych. Niemal całkowicie nieobecne są natomiast inne obrazki z tej nocy, jak wielka demonstracja przeciwko zjednoczeniu, w której wzięło udział 30 tys. osób. Demonstracja była tłumiona przez policję, doszło do rozruchów ulicznych – użyto m.in. armatek wodnych. Data „zjednoczenia” 3 października została obrana m.in. dlatego, aby 7 października nikt nie miał możliwości świętowania 41 rocznicy powstania Niemiec Demokratycznych.

Wyprzedaż majątku po NRD

W 1990 roku, jeszcze nim doszło do aneksji NRD, ruszyła prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych Niemiec Wschodnich. Wszystkie przedsiębiorstwa państwowe zostały podporządkowane Urzędowi Powierniczemu (Treuhandanstalt), którego zadaniem miała być restrukturyzacja, prywatyzacja, a jeśli to niemożliwe – likwidacja przedsiębiorstw. Zachodnioniemieccy politycy z góry umniejszali wartość gospodarki Niemiec Wschodnich. Tilo Sarracin, dyrektor Wydziału Stosunków Wewnątrzniemieckich (tak eufemistycznie nazwano) Ministerstwa Finansów Niemiec Zachodnich stwierdził, że wartość NRD była zerowa.

Urząd Powierniczy był odpowiedzialny za następujące przewiny: prywatyzacja, zwolnienia pracowników, zamykanie zakładów, niegospodarność, łapownictwo, przywłaszczanie, zaniżanie wartości, oszustwa.

W 1990 roku do Zakładów Pojazdów P.P. w Rogóżku (VEB Fahrzeugwerk Waltershausen), wytwarzającego niewielkie samochody ciężarowe pod nazwą Multicar, przyjechali doradcy z zachodu, których przysłał Urząd Powierniczy. Stwierdzili, że gdyby istniało zapotrzebowanie na pojazdy wytwarzane w Rogóżku, to już by to ktoś wykorzystał, bo Niemcy Zachodnie mają jeden z najlepiej rozwiniętych przemysłów motoryzacyjnych na świecie. Na szczęście zarząd wiedział, że zakłady mają możliwości i będą potrafiły się utrzymać. Choć zostały później przejęte przez kapitał zachodnioniemiecki i ograniczone, to marka Multicar jest obecnie jedyną wciąż istniejącą marką pojazdów samochodowych z byłych Niemiec Wschodnich.

Zachodnioniemiecki doradca ds. restrukturyzacji, przysłany przez Urząd Powierniczy, przyjechał też Kombinatu Przedsiębiorstw Państwowych „Pentacon” w Dreźnie (Kombinat VEB Pentacon Dresden), wytwarzającego cenione aparaty zdjęciowe pod nazwami Kontaks, Pentakon, Praktika i Eksakta. Zatrudniał 5 tys. pracowników. Urząd Powierniczy samowolnie uznał przedsiębiorstwo za niekonkurencyjne, postanowiono je zamknąć i ogłoszono jego upadłość 2 października 1990, czyli w ostatni dzień istnienia Niemiec Wschodnich. Zwolnieni pracownicy zupełnie nie spodziewali się jak wygląda bezrobocie i z czym się wiąże. Myśleli, że po przekwalifikowaniu wszyscy znajdą inne pracę. Wcześniej nie znali czegoś takiego jak bezrobocie. A przecież po „zjednoczenniu” miało być „tylko lepiej”, jak kłamał Helmut Kol. Bajdużył: „Dzięki naszej społecznej gospodarce rynkowej za kilka lat nowe landy wypełnią kwitnące krajobrazy”.

W lipcu 1990 weszła unia walutowa i gospodarcza między Niemcami Wschodnimi a Niemcami Zachodnimi. Pogrążyła ona jeszcze bardziej gospodarkę Niemiec Wschodnich. Rynek został zalany przez towary z Niemiec Zachodnich, Niderlandów i reszty Europy Zachodniej. Kłopoty ze zbytem swoich towarów zaczęli mieć wytwórcy rolni czy zakłady mleczarskie, mimo że wytwarzały dobrej jakości wytwory i w dużych ilościach. Wielkie hurtownie z Niemiec Zachodnich, wykorzystując swoją przewagę w unii gospodarczej, podpisywały umowy na wyłączność ze sklepami i supersamami w Niemczech Wschodnich. Wytwórcy z Niemiec Wschodnich mogliby zagrozić wytwórcom w Niemczech Zachodnich, ale takich szans nie dostali, bo w Niemczech Zachodnich obowiązywały surowe regulacje Wspólnoty Europejskiej, chroniące tamtejszy rynek. Rolnicy jednego z państwowych gospodarstw rolnych w okolicy Frankfurtu nad Odrą ubili wszystkie świnie, z których nie mieli gdzie sprzedać mięsa, i rozdzielili je wśród swoich pracowników i mieszkańców wsi. Było to rozwiązanie doraźne, ale przede wszystkim było to wyrażenie sprzeciwu wobec takiej polityki. Zaproszono do pokazania przebiegu tego wydarzenia telewizję, ale dziś nikt nie pokazuje takiego przebiegu sprawy.

Zakłady Przetwórstwa Drobiu P.P. w Wysokiej (VEB Geflügelverarbeitung Wittstock (Dosse)) w wyniku unii walutowej z Niemcami Zachodnimi w lipcu 1990 roku praktycznie z dnia na dzień straciły wszystkie zamówienia. Pracownicy nie poddali się i rozpoczęli sprzedaż bezpośrednią. Latem 1990 roku do zakładu zgłosili się zachodnioniemieccy kapitaliści, którzy przejęli przedsiębiorstwo. W rzeczywistości byli oni zawodowymi naciągaczami i wielokrotnymi oszustami podatkowymi, wcześniej karanymi. W zakładach zmniejszono zatrudnienie i wprowadzono zmiany. Zysk wyprowadzano na lewo, unikając opodatkowania. Ostatecznie wydrenowano to, co było wartościowe, a przedsiębiorstwo zlikwidowano.

Wyrok śmierci na Rowedderze

W lipcu 1990 roku władze NRD na dyrektora Urzędu Powierniczego powołują dr. Detlewa Karstena Roweddera. Rowedder był zachodnioniemieckim kapitalistą. Mieszkał w Diuseldorfie, w dzielnicy znanych i bogatych.

Urząd został obstawiony ludźmi z Niemiec Zachodnich. Jedyny wschodni Niemiec w zarządzie, Detlef Szojnert, twierdził, że dobrobyt nie polega na zaspokajaniu podstawowych potrzeb: „W NRD nikt nie głodował, wszyscy mieli mieszkania, nikt nie był bezdomny. Wszystko było doskonale zorganizowane. Przedsiębiorstwa działały, ludzie pracowali, ale to nic nie dawało. Nie było dobrobytu.”

Urząd Powierniczy przez swoje postanowienia był nienawidzony przez robotników, którzy wprost do kamery mówili, że „więcej napsuli niż naprawili”, „jest coraz bardziej do dupy”, wyrażali zmartwienie, niezadowolenie, obawy o przyszłość. Wielu nie ukrywało łez, niektórzy wprost mówili o dążeniach samobójczych. Detlew Rowedder odpowiadał na to pustosłowiem: „Ludzie mają prawo się martwić. Każdy wykonuje dobrą robotę, co utrudnia niektóre decyzje.” Kłamał o swojej trosce wobec ludzi. Tymczasem miał na koncie zwolnienie 760 tys. osób w sektorze publicznym i 400 tys. w sektorze rolnym, 550 tys. w metalurgicznym. W odpowiedzi na te liczby odpowiadał pustosłowiem: „Dopiero wjechaliśmy do tunelu. Trzeba odważnie przejechać kawałek, by zobaczyć światło.” Nie obawiał się nawet 50% bezrobocia. Twierdził: „Im szybciej rozwinie się kryzys, tym szybciej z niego wyjdziemy.” Miał butę wyrażać pretensje: „Ludzie bywają bezczelni w kontakcie z Urzędem Powierniczym, co w zachodnich Niemczech byłoby nie do pomyślenia.” Twierdził, że brak znajomości z pracownikami pozwala łatwiej ich zwalniać.

Detlew Rowedder już wcześniej był urzędasem, który po trupach dążył do celu, czyli władzy i zysku, kosztem milionów ludzi. W latach 1980. zasłynął jako brutalny reformator. W przedsiębiorstwie Hiosz S.A. (Hoesch AG) w parę lat zwolnił 2/3 pracowników, a upadającym przedsiębiorcom zapewnił nowe zyski. Dlatego w 1983 roku wybrano go na menedżera roku.

Działania Urzędu Powierniczego nie były przejrzyste. W siedzibie Urzędu Powierniczego zapytano kilku zachodnich kapitalistów o to, co tu robią. Jeden z nich odpowiedział, że prowadzą pertraktacje w sprawie przejęcia firmy. Jakiej? „Tego już nie musicie wiedzieć.” Inny odpowiedział, że jest w odwiedzinach. „U kogo? — Tak ogólnie. — Bez powodu? — Odwiedzam znajomych.” Wiele osób w Urzędzie Powierniczym chciało położyć łapy na wszystkich możliwych firmach, jak jacyś okupanci, którzy przybyli zająć przedsiębiorstwa, by sprzedać je potem dla szybkiego zysku. Kurt Hilman, były pracownik przedsiębiorstwa handlu zagranicznego IMES „Import-Export” w Niemczech Wschodnich, tak się wyrażał o kapitalistach z Niemiec Zachodnich: „Nie wiem, jak ich nazwać. Ludzi, którzy szukają wszędzie korzyści. Zaatakowali nasze państewko niczym szarańcza i przyczynili się nie tylko do rozpętania chaosu, lecz także do pogorszenia sytuacji życiowej obywateli. I to niby mieli być nasi bracia i siostry?”

Po „zjednoczeniu” na ulicy można było usłyszeć: „Urząd Powierniczy nadal niszczy przedsiębiorstwa, pogłębia bezrobocie i wszystko sprzedaje. Z czego się cieszyć?” Narastała wściekłość, zupełnie nie pasująca do obrazków tłumów świętujących „zjednoczenie”. W Lipsku 25 brzeźnia 1991 100 tys. ludzi demonstrowało przeciwko polityce Urzędu Powierniczego, prywatyzacji przedsiębiorstw i działaniu przeciwko ludziom.

W końcu 1 kwietnia 1991 wyrok śmierci na Detlewie Rowedderze wykonuje Frakcja Czerwonej Armii, Oddział im. Ulryka Wessela. Wykonawców kary śmierci do dzisiaj nie wykryto. W oświadczeniu uzasadniającym wydanie wyroku śmierci Frakcja Czerwonej Armii celnie oceniła okoliczności: „Od jej aneksji była NRD stała się faktycznie kolonią Republiki Federalnej. Gospodarka dawnej NRD jest nagminnie demontowana, przez co kapitalizm bez trudu przejmuje zubożone tereny. Rząd federalny wybrał Roweddera na ojca owych przemian, które wspomóc miały jego brutalność i arogancja. Powiedział, że 40 lat socjalizmu zaszkodziło terenom dawnej NRD bardziej niż II Wojna Światowa. Tak mówi ktoś, komu zależy jedynie na zyskach, a nie na ludzkim życiu. Działania Urzędu Powierniczego nie kończą się na zwalnianiu ludzi. Do nędzy materialnej dochodzi też nędza w sercach i umysłach obywateli.”

Wyrok śmierci na Rowedderze mógłby być czynnikiem napędzającym walkę o wycofanie się ze szkodliwych zmian ustrojowych. Jedna z przechodni na ulicy, zapytana przez dziennikarza o to, co sądzi o śmierci Roweddera, odpowiedziała: „Trudno się dziwić. Zabójcy mieli swoje powody. Gdybym mogła, sama paru bym odstrzeliła. Dawno nie byliśmy w takiej dupie.” Niestety, przywódcy strajków i protestów nie potrafili wykorzystać tych okoliczności. Na kolejnym proteście w Lipsku zrobiono rzecz fatalną – ogłoszono minutę ciszy dla uczczenia Roweddera. Przez to bojowe nastroje całkowicie zeszły. Wyrok śmierci na Rowedderze stał się tym samym wentylem dla robotniczych nastrojów, przez co Urząd Powierniczy mógł dokończyć dzieła prywatyzacji i likwidacji przemysłu Niemiec Wschodnich.

Urząd Powierniczy sprywatyzował wszystkie przedsiębiorstwa Niemiec Wschodnich. 80% przedsiębiorstw trafiło w ręce zachodnioniemieckich kapitalistów, 14% w ręce zagranicznych kapitalistów, a tylko tylko 6% pozostało własnością podmiotów z byłych Niemiec Wschodnich.

Ze wszystkich państw bloku wschodniego, jeśli uwzględniać byłe Niemcy Wschodnie oddzielnie, to byłby to najbardziej zdeindustrializowany kraj, przed Polską. Obrazem klęski jest miasto Świecie Odrzańskie (Schwedt (Oder)), w którym liczba mieszkańców spadła z 52 tys. w 1989 roku do 29 tys. w 2020 roku, i to pomimo włączenia w tym międzyczasie 10 okolicznych miejscowości do miasta. Ogromna część ludzi musiała wyjechać za pracą, wyburzono całe dzielnice bloków. Na tym wszystkim zarobiły zachodnioniemieckie koncerny i kapitaliści. Rację mają niektóre postępowe ruchy w Niemczech, które posługują się pojęciem „zaanektowana Niemiecka Republika Demokratyczna”.



Źródła:
  • opracowania własne,
  • „Rohwedder: Jedność, zbrodnia i wolność” – 4-odcinkowy serial dokumentalny z 2020 roku,
  • „Ostatni rok NRD” – 3-odcinkowy serial dokumentalny z 2005 roku,
  • Towarzysz Dobry, „Co powinniście wiedzieć o Murze Berlińskim?”, Portal Komunistyczny „Odrodzenie Komunizmu”, [kliknij].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz