16 maja 2020

Cenzura na zachodnich portalach społecznościowych

Propaganda robi z zachodu ostoję demokracji, gdzie środki przekazu są rzekomo niezależne i jest wolność wypowiedzi. Jeśli jednak przyjrzymy się temu bliżej, to bez większego kłopotu zauważymy, że tak nie jest. Za przykład niech posłużą nam amerykańskie portale społecznościowe: Twarzoksiążka (Fejsbuk) i JuTube.

W ostatnim czasie Fejsbuk blokował słynne zdjęcie żołnierzy Armii Radzieckiej wieszających radziecki sztandar na Sejmie Rzeszy w Berlinie. Fejsbuk usuwał je, podając lakonicznie jako powód łamanie standardów społeczności, częstując w niektórych przypadkach banem. Wykorzystanie funkcji odwołania dawało odpowiedź, że po sprawdzeniu w dalszym ciągu zdjęcie narusza standardy społeczności. Dopiero kiedy sprawa stawała się coraz głośniejsza, szczególnie wobec Dnia Zwycięstwa, Fejsbuk przywrócił zdjęcie. Fejsbuk stwierdził, że był to wyłącznie błąd techniczny algorytmów.

Ofiarą bana padła m.in. artystka pod przydomkiem Klimbim, zajmująca się barwieniem zdjęć czarno-białych. Wcześniej miała przypadek bana za to, że udostępniła barwione zdjęcie Hermana Wilhelma Henrykowicza Geringa, oczywiście udostępnione wyłącznie jako zdjęcie dziejopisowe a nie jako promowanie faszyzmu.

Powyższy przypadek można uznać raczej za wpadkę niż za celowe działanie. Fejsbuk w ten sposób pokazał, że nie radzi sobie z moderacją, a opieranie się na algorytmach powoduje blokowanie przypadkowych, niewinnych użytkowników. Równocześnie pozostawia się wiele innych godzących treści, jak np. wulgaryzmy czy wyzwiska.





Istnieją także celowe ingerencje w treść na Fejsbuku. Przykładem jest wymowne zdjęcie ukazujące spadający na Palestynę pocisk i uciekającą młodzież. Wrzucając je na Fejsbuka trzeba się liczyć z tym, ze zostanie ono uznane za fałszywą wiadomość i przysłonięte. Fejsbuk od razu raczy powiadomić, że zdjęcie nie jest współczesne i jest datowane na 2007 rok, nawet jeśli we wpisie w żaden sposób nie sugerowano współczesnej daty. Czy Fejsbuk zamierza w ten sposób oceniać wszystkie wrzucane zdjęcia? Mało prawdopodobne. Nie jest przypadkiem, że zdjęcie dotyczy zbrodni Izraela w Palestynie.



Ciekawym przykładem są też działania miękkie na JuTube. Otóż wchodząc na kanały państwowych środków przekazu w Rosji od razu dostajemy wiadomość, że dany podmiot jest finansowany przez rząd Rosji. Sugeruje to, że podmiot ten nie jest niezależny, tak jakby istniały jakieś „wolne media”. Wchodząc na kanały np. Telewizji Polskiej czy Stowarzyszenia Powszechnych Nadawców Niemiec (ARD). Niby znaczy to samo, ale ma zupełnie inny wydźwięk. Z kolei wchodząc na kanały amerykańskich prywatnych nadawców nie dostaniemy żadnej wiadomości o tym, kto jest ich mocodawcą i finansującym.

Przykłady te można mnożyć. Oczywiście większość ludzi ich nie dostrzega, bo przecież Fejsbuk nie ingeruje w zdjęcia bąbelka czy kolejną samoje*kę na wczasach. Jeśli jednak ktoś jest bardziej światły i zechce użyć Fejbuka do bardziej pożytecznych celów, to Fejsbuk odfiltruje mu np. wiadomości o zbrodniach Izraela w Palestynie.

Czytaj również:
Fejsbuk powinien odejść w zapomnienie
Co zamiast Googli i Twarzoksiążki?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza