23 grudnia 2020

Język angielski jako przejaw imperializmu

W Polsce zapanowała głupia moda na język angielski, który bywa wciskany na siłę. Wedle propagandy jest to najlepszy język międzynarodowy, w którym dogadamy się na całym świecie. Niewielu zdaje sobie sprawę, że narzucanie języka angielskiego w Polsce ma wydźwięk neokolonialny i związany z globalizacją.

Język angielski bynajmniej nie jest jedynym międzynarodowym językiem pomocniczym, ani nawet najpopularniejszym. Najpopularniejszym językiem jest język chiński, na drugim miejscu jest język hiszpański, na trzecim angielski, a na czwartym arabski. Żaden z nich nie dobija do tego, by znała go 1/5 ludzkości.

W Ameryce Południowej dominuje język hiszpański. Na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej jest język arabski. W Europie Środkowo-Wschodniej i na obszarze byłego Związku Radzieckiego mamy język rosyjski. Na Dalekim Wschodzie znany jest język chiński. W Afryce, poza Afryką Północną, używane są języki angielski, francuski lub portugalski jako spadek po kolonializmie. W końcu w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej mamy język angielski, przy czym w Europie są miejscowe odchyły na rzecz języka francuskiego lub niemieckiego. Jest jeszcze język międzynarodowy (esperanto), który jest najpopularniejszym sztucznym językiem pomocniczym, współcześnie niesłusznie niedocenianym. Na poziomie Europy przedkłada się też powrót do języków narodowych, zważając że mechanizmy wyrobione w ramach Unii Europejskiej jak najbardziej umożliwiają działanie bez jednego języka dominującego.

W międzynarodowych stosunkach gospodarczych angielski też nie musi dominować. W stosunkach dyplomatycznych używa się języka francuskiego, który obowiązuje też w wielu organizacjach międzynarodowych (np. Organizacja Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowy Czerwony Krzyż). Na poczcie językiem międzynarodowym jest francuski – stąd adresując przesyłkę międzynarodową do dowolnego miejsca na ziemi, nazwę kraju powinniśmy zapisać po francusku (np. Pologne, Suisse, Russie) wg przepisów Światowego Związku Pocztowego. Także w Europejskiej Unii Nadawców (Eurowizja) językiem roboczym jest francuski. Dodajmy na marginesie, że język francuski jest językiem mającym wydźwięk rewolucyjny.

Przez wiele lat angielski był też obcy w międzynarodowym ruchu kolejowym, mimo że sieć połączeń była znacznie bardziej rozwinięta. Napisy w wagonach dopuszczonych do ruchu międzynarodowego były w języku ojczystym, rosyjskim, niemieckim i francuskim. W wielu zarządach kolejowych, także na zachodzie, jest to zasada obowiązująca do dziś. W Polsce od kilku lat, po gównoburzy w środkach przekazu, do powyższych czterech dodano język angielski jako drugi w kolejności. Tymczasem kupując bilet międzynarodowy w krajach byłego Związku Radzieckiego możemy go otrzymać na blankiecie w językach rosyjskim i niemieckim – są to języki robocze Organizacji Współpracy Kolei (OSŻD), do których dochodzi jeszcze język chiński. Inna organizacja kolejowa Europy, Międzynarodowy Związek Kolei (UIC) używa języków francuskiego i niemieckiego. Język angielski nie był używany na kolei w Europie, bo po prostu do żadnej z obu tych organizacji nie należało Zjednoczone Królestwo.

W Polsce też język angielski nie powinien dominować wśród języków obcych. Jesteśmy krajem słowiańskim, dawnym państwem należącym do Bloku Wschodniego i niedoszłym krajem radzieckim. Siłą rzeczy w naszym kraju wśród języków obcych powinien dominować język rosyjski, który w dalszej przyszłości powinien być nawet drugim językiem ojczystym. Jednak po 1989 roku wszystko rozwalono, język rosyjski przestał być obowiązkowo nauczany w szkołach i wyparto go z obiegu. Tym samym wyobcowano też cyrylicę, zwaną przecież pismem Słowian, którą można wykorzystywać do zapisywania również języka polskiego. Podobno nawet lepiej by się w tym sprawdzała. Oczywiście dwujęzyczność nie oznaczałaby ograniczenia języka polskiego, który powinien być dla Polaka zawsze na pierwszym miejscu i o którego czystość należy dbać.

Wyparcie się języka rosyjskiego na rzecz angielskiego jest niczym innym jak przejawem zachodniego imperializmu i oglądania się zachód. Ma dominować język angielski, bo Stany Zjednoczone mają dominować na świecie. Samo upowszechnienie nauki i używania języka angielskiego nie powinno być niczym złym, wszak był też uczony w wielu szkołach Związku Radzieckiego. Kłopot w tym, że wmawia nam się o jakiejś jego wyższości na świecie. Robi się to kosztem języka rosyjskiego, ale i innych języków uchodzących za międzynarodowe, jak francuski, hiszpański, arabski, chiński czy esperanto, które nie są łatwo dostępne do nauki w Polsce. Robi się to też kosztem języka polskiego, np. w Szczecinie basen urzędowo nazwano Floating Arena, zamiast po prostu Basen Olimpijski. W dodatku wraz z językiem angielskim upowszechniają się korporacyjne, zachodnie nawyki w mowie i zachowaniu, obcej naszej kulturze.

Nie ma też sensu usilne stosowanie języka angielskiego ze względu na przyjezdnych wycieczkowiczów, co często pada jako argument. Przyjeżdżając do jakiegoś kraju to gość musi się dostosować do kraju gospodarza, a nie odwrotnie. Jadąc do obcego kraju trzeba zadbać o znajomość przynajmniej podstawowych zwrotów grzecznościowych na przywitanie, poproszenie, podziękowanie i pożegnanie. Tymczasem na stacji paliwowej w przygranicznych Słubicach Polskich, polski pracownik do Niemca od razu mówi „Guten Tag!”, choć Niemiec jeżdżący regularnie na zakupy do Polski siłą rzeczy zna podstawowe zwroty w języku polskim.

Dobre praktyki występują w byłej Czechosłowacji pomiędzy Czechami a Słowakami i ich językami. W dalszym ciągu panuje tam dwujęzyczność. Tłumaczenia czesko-słowackie są rzadkością. W Czechach językiem słowackim możemy się posługiwać przed urzędami państwowymi, nie trzeba tłumaczyć dokumentów – status języka słowackiego w Czechach jest więc zbliżony do urzędowego, mimo że takowym pozostaje wyłącznie czeski. Wadą jest jedynie zaprzestanie nauki słowackiego u młodszych, przez co rośnie poziom niezrozumienia. Jeszcze lepiej pod tym względem jest na Słowacji, gdzie wzajemnie język czeski ma status zbliżony do urzędowego, a dodatkowo wiele książek, filmów czy gier komputerowych używa się wyłącznie w języku czeskim. Dobre praktyki występują też na Białorusi, gdzie język rosyjski zachowano jako język urzędowy. Podobnie w Naddniestrzu, gdzie językami urzędowymi są mołdawski, rosyjski i ukraiński. W Doniecku i Ługańsku niestety nie utrzymano dwujęzyczności – od 2020 roku jedynym językiem urzędowym jest tam rosyjski, mimo że w latach 2014-2020 taki sam status miał tam język ukraiński. Niedobre praktyki występują w byłej Jugosławii, gdzie postępuje rozdrobnienie językowe: język serbski nie pozostał językiem urzędowym Chorwacji, Kosowa i Czarnogóry, a ze wszystkich byłych republik wyrugowano pojęcie języka serbsko-chorwackiego, wcześniej urzędowego w Jugosławii.

Ciekawą przygodę miała podróżniczka Buba, prowadząca bloga JabolowaBallada. Na granicy rumuńsko-bułgarskiej jej mąż próbował dogadać się z bułgarskim pogranicznikiem po angielsku. Na to bułgarski pogranicznik się oburzył i odpowiedział, że to nie wypada aby Polak z Bułgarem – przedstawiciele narodów słowiańskich – rozmawiali ze sobą po angielsku. Po tym pogranicznik zaczął do nich mówić… po polsku. Przekręcał wyrazy, zjadał końcówki, ale jednak mówił po polsku. (Cały wpis z wycieczki: kliknij tutaj.) Istotnie, porozumiewanie się z innymi narodami słowiańskimi w języku angielskim jest zachowaniem niestosownym i powinniśmy tego unikać. Zamiast tego lepiej użyć języka rosyjskiego, a jeśli go nie znamy, to próbować porozumieć się w rodzimych językach.

Język angielski powinien pozostać co najwyżej jednym z kilku międzynarodowych języków pomocniczych, geograficznie ograniczonym do Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Może też być językiem roboczym w niektórych dziedzinach (np. w międzysieci czy w nauce). Tyle i nic więcej. Szczególnie, że globalizacja jest szkodliwa i powinna zostać ograniczona, bo sprzyja imperialistycznym sprawunkom, szkodząc międzynarodowej społeczności.

Jeżeli mamy taką możliwość, to powinniśmy się uczyć języka rosyjskiego czy też języków takich jak francuski, hiszpański, arabski, chiński i esperanto. Wcale nie musimy przy tym rezygnować z nauki języka angielskiego. Bardzo często, przez własne lenistwo, będąc uczniami lub studentami, odrzucamy możliwość nauki dodatkowych języków obcych i uczymy się tylko języka obowiązkowego (którym zazwyczaj jest angielski). To błąd – właśnie wtedy, w toku zdobywania wykształcenia, jest najlepszy czas do nauki języków. W dorosłym życiu jest już trudno to nadrobić przez brak czasu i dodatkową odpłatność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz